Dodano 23 lipca 2006, 14:17:46 w kategorii Arbeit macht frei Ogólne . 2 komentarze
W dzisiejszych, dynamicznych czasach, tak dynamicznych, że nie
ma nawet czasu z rana spokojnie na sraczu usiąść, mamy do czynienia
z atakującymi nas zewsząd słowami-kluczami, co do których znaczenia
wielu z nas nie jest do końca uświadomionych. Poruszamy się w
zdynamizowanym świecie branży Aj Ti, w którym nie ma miejsca na
chwilę zadumy i refleksji, gdyż co chwilę jesteśmy atakowani
raportami giełdowymi i newsami, kogo kupi Oracle. Jednak rozmaici
mózgopracze ze wszech stron starają się nam uświadomić, co jest dla
nas najlepsze, jakimi cechami powinny wykazywać się systemy,
których używamy oraz w co należy 'wchodzić' (bez skojarzeń, svp).
Słowem-kluczem o naczelnym znaczeniu, bez którego to słowa, każdy,
kto zechce zrobić karierę w naszej zajebistej branży jest
ENTERPRISE. Enterprise solutions, enterprise management, enterprise
software, enterprise systems - to wszystko jest tak mocno
'enterprise' że gały wychodzą nam z orbit na sam widok reklam w
magazynach komputerowych niezgorzej niż przy niezłym zatwardzeniu.
Nie muszę oczywiście dodawać, która firma na świecie jest
najbardziej 'enterprise' ze wszystkich. Jako wskazówkę dodam, iż w
jednym z ostatnich periodyków poświęconym ichnim technologiom na
pierwszej stronie znalazł się obrazek, który wywołał palpitację
serca u średnio co drugiego managera z branży IT. Rysunek
przedstawiał spanikowanego białego kołnierzyka łapiącego się za
głowę i wydającego dramatyczny okrzyk: "HELP! My ENTERPRISE is out
of control!". Oczywiście korporacja ta uważa, że ma najlepsze
patenty na świecie na kontrolę nad różnymi enterprise'ami i w
wypadku zastosowania jej produktów, żaden manager nigdy w ten
sposób nie zakrzyknie (no, chyba że ma na imię Franz i jest z
Monachium).
Enterprise jak enterprise, samo w sobie jest oczywiście już ósmym
cudem świata, któremu nawet pomysły ministra Giertycha nie są w
stanie sprostać, ale dla podkreślenia zajebistośći enterprise'a
jest on okraszany pysznymi określeniami. Tak więc, jeśli chcesz
odnieść sukces, Twój enterprise musi być co najmniej highly
scalable, stable i reliable. Oprócz tego dobrze by było, gdyby z
wersji na wersję wykazywał 'rapid performance growth' oraz
'improved flexibility'. Nie bez znaczenia jest też używanie
'cutting-edge technologies'. Podczas rozwoju enterprajsa musisz
koniecznie stosować sie do 'best practices' i posiłkować się
wynikami 'comprehensive analysis', najlepiej wykonanych przez
jakichś wiodących specjalistów od prania mózgu w stylu Młodego
Ernesta czy też Nośnego Punktu (G). Gdy już twój enterprise produkt
osiągnie doskonałość i we wszelkich benchmarkach, testach i cholera
wie czym jeszcze uzyska wyniki mówiące, że jest stable, scalable,
flexible, reliable i usable, być może znajdziesz chwilkę czasu na
odrobinę zadumy nad całym złem tego świata.
Dodano 15 lipca 2006, 20:36:22 w kategorii W resorcie . Dodaj komentarz
Yyy, dawno nie pisałem, ale raz że miałem dużo na głowie, potem
byłem chory, znaczy się miałem zabieg/operację i w ogóle chodzę jak
Robocop, więc musicie mi wybaczyć. Ale spoko, już nadrabiam
zaległości w komentarzach dotyczących spraw resortowych :]
No i nastał nam zaś czas Wielkiego Jarosława, a jakże. Od samego
początku Jaro z groźną miną zlustrował (może nawet dosłownie)
wszystkich i zapowiedział twardą linię nowego-starego rządu.
Oczywiście należące do układu łże-liberalne media zapowiedziały na
tę okazję krach na giełdzie i inne nieszczęścia, a tu... WAŁA! W
poniedziałek wskaźniki, miast poszybować lotem koszącym w dół, jak
Michnik & Co. przykazali, poszły w górę, co miało niechybny
związek z rychłą wizytą Jarosława na giełdzie, który zapowiedział
tamże, iż reforma finansów publicznych będzie dla jego rządu
priorytetem. Po raz kolejny więc łże-elity poniosły druzgocącą
klęskę i tego się trzymajmy. Ze latającą ze złości gulką michnikowe
łże-media musiały podać tę niestrawną dla nich wiadomość, wciskając
nagłówki między nic nie znaczące newsy o fali upałów w Polsce i
korkach na wrocławskich drogach.
Dzień tryumfu Kaczora nr 2 był jednocześnie dniem klęski Edgara,
jako że został on obdarzony wilczym awansem na ministra bez teki do
jakichś bzdurnych koordynacji i pozbawiony funkcji szefa klubu
parlamentarnego PiS. Oznacza to dla Edgara tylko jedno - brutalną
kurację odwykową od jego słynnego już parcia na szkło. Edgar został
tym wszystkim najwyraźniej za bardzo zdezorientowany, gdyż doszło
do tego, że na umówioną wizytę w porannym programie radiowym wbił
się do redaktor Olejnik do Radia Zet, podczas gdy oczekiwano go w
'Trójce'. Edgar zwalił winę o dziwo nie na PO i łże-elity, lecz na
własne służby prasowe i upały, o których jednak możemy podejrzewać,
że też należą do układu.